Śmierć.



Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Nie dojrzała nic znaczącego, szczególnego, co mogłoby przykuć jej uwagę – po prostu poczuła. Chłód wziął ją w swe objęcia, był jak najczulszy kochanek, pieścił i tulił całe jej ciało. Spojrzał jej w oczy i wtedy dotknął i duszy, szepcząc czule słowa pożegnania. Nie było obok niej nikogo oprócz niego, zadbał o to by nie czuła się samotna, opuszczona, chciał, by poczuła ukojenie, jednakże jego przejmujące zimno stanowiło przeszkodę nie do pokonania – pomimo jego starań dał jej tylko niepokój, tylko strach.

To był lekko odczuwalny impuls. Zaczęło się od palców u stóp, czuła jak martwieją, wszystkie komórki zastygają, zamarzają. Impuls piął się w górę. Przechodził przez kostki, łydki, uda, dotarł do brzucha – tam miał o wiele więcej do zrobienia. Musiał zatrzymać wszystkie organy, ułożyć do snu, uśpić je. Zaśpiewał, więc kołysankę, a echo doszło do serca – wtedy właśnie i ono zamarło. Impuls musiał się śpieszyć – pozostało mu jeszcze epicentrum, czyli głowa i dusza. Nieokiełznany wpadł do mózgu i zaczął się tam panoszyć. Najpierw zmysły. Ona poczuła, że już niczego nie słyszy, ani lamentów dochodzących z sąsiedniej komnaty, ani szeptów Chłodu. Potem oczy zaszły jej mgłą, mrugała rozpaczliwie, ale nie była w stanie niczego dojrzeć, wszystko było nicością. Następny w kolejce był dotyk. Faktura pościeli, na której przyszło jej konać zdawała się jej nieznaną, obcą, w zasadzie niczego już pod jej palcami nie było. Zapachy stały się jałowe, choć przedtem wyraźnie czuła stare, dębowe drewno, z którego wykonany był strop. Utraty smaku nawet nie odczuła, bowiem nie jadła i nie piła nic od wielu dni. Nagle zdała sobie sprawę, że do jej uszu nie dochodzi żaden dźwięk. Napływała histeria, panika, niewiedza, lęk. Wszystko to w jednym momencie opanowało jej duszę i ciało. Strach nadszedł wraz z poczuciem nieubłaganego końca.

Rzeczy niedokończone, sprawy niewyjaśnione, ludzie, którym nie wybaczyła, ci, których nienawidziła, ci, których kochała, ci, którym zaufała – w tej chwili to wszystko powinno czynić chaos w jej umyśle, ale tak nie było. Była tylko pustka. Jeśli tak wygląda śmierć, po cóż trudziła się przez całe życie, po cóż pracować, kochać, uczyć się, przeżywać, jeśli i tak po wszystkim pozostaje tylko niema, czarna nicość rozprzestrzeniająca się po całej jej duszy, po całym umyśle? Pytania. Pytania, na które nie znajdzie już odpowiedzi. Odpowiedzi, które już nie będą jej potrzebne. Strach. Tylko tyle i aż tyle.

Impuls zakończył swoją pracę. Uśpił wszystko, pozostawił jedynie cząstkę duszy, która ostatkiem sił śpiewała. Jej łabędzi śpiew odbijał się echem po całym ciele, po całym świecie tej istoty, która leżąc na łożu śmierci wydawała właśnie ostatnie tchnienie. Wtedy nadszedł cień, otulił ją swym płaszczem i zasnął wraz z nią na jedwabnej pościeli uciszając głośny śpiew jej duszy.

O autorze słów kilka… Czyli meet Rybałt


Hello!

Z tej strony Rybałt, wasz oddany komentator!

Dzisiejszego wieczoru dostąpiłem zaszczytu i zostałem oznaczony jako kolejny (po Mości Szerszuniu, który niewątpliwie może być uważany za Master Chiefa) autor tego bloga, za co jestem mu bardzo wdzięczny. 




Będę się zajmować głównie tym, co mnie otacza, także spodziewajcie się ciętych, złośliwych, ale także smutnych komentarzy na temat: 
  • polskiej kultury, 
  • inteligencji emocjonalnej naszych pobratymców;
  • owczego pędu,
  • straconych szans,
  • kolejek do dziekanatu!
Co to ja jesz… Noty będą subiektywne, także z radością podyskutuję na wszelakie poruszone tematy. 
Zaplanowane działania:
  1. Rożni ludzie, te same pragnienia 
  2. Jak to rodzice psują nam dzieciństwo
  3. Kwestia studencka, a człowieczeństwo
  4. O 11 listopada słów kilka
  5. Alien, czyli jak zostałem informatykiem
  6. Łopata miesiąca
  7. Uczelnie we Wrocławiu
  8. Prywata
Pierwszy się ukaże na dniach, także wpadajcie chociaż co parę dni. 
Vivat biurokracja! Vivat ignorancja! Vivat niezależne blogi!