Bosch po raz trzeci, ostatni. "Śmierć skąpca".


Witam Państwa serdecznie, dzisiejszą, trzecią już odsłonę malarstwa Hieronima Boscha rozpoczniemy nie przedstawieniem obrazu, ale średniowiecznego wiersza „Skarga umierającego”, będącego prawdopodobnie polskim przekładem czeskiej pieśni. Oto odchodzący człowiek wypomina sobie źle przepędzone życie i prosi Boga o zmiłowanie. Lektura tego wiersza przybliży nam mentalność człowieka epoki średniowiecza tak za jego życia jak i w chwili śmierci, co będzie odniesieniem do omawianego obrazu, „Śmierci Skąpca”.

Ach! Moj smętku, ma żałości!

Nie mogę się dowiedzieci,
Gdzie mam pirwy nocleg mieci,
Gdy dusza z ciała wyleci.

Byłżem s młodości w rozkoszy,
Nie usłałem swojej duszy,
Już stękam, już mi umrzeci,
Dusza nie wie, gdzie się dzieci.

Com miał jimienia na dworze,
Com miał w skrzyni i w komorze,
To mi wszytko opuścici,
Na wieki się nie wrocici.

Dziatki s matką narzekają,
Bracia mię w rzekomo żałują,
Ku jimieniu przymierzają,
Na mą duszę nic nie dbają.

Eja, eja, dusza moja,
Ocuci się, długoś spała,
Nie masz wierniejszego k sobie,
Uczyń dobrze sama w sobie!

Fałszywy mi świat powiedał,
Bych ja długo żyw byci miał,
Wczora mi tego nie powiedał,
Bych ja długo żyw byci miał.

Gdzie ma siła, ma robota,
Głupiem robił po ty lata:
Ośm miar płotna, sidm stop w grobie,
Tom tylo wyrobił sobie.

Halerzem łakomo zbierał,
Swoj żywot rozpustnie chował:
Prze ty dwa bogi przeklęta
Nie czciłem żadnego święta.

Jałmużnym nędznem nie dawał,
Ofierym Bogu nie czynił,
Ni z pirwiny, ni z nowiny
Bogum nie dał z siebie winy.

Kaki to moj rozum głupi,
Sobiem był szczodr, Bogu skąpy:
Com kiedy Bogu poślubił,
Tegom nigdy nie uczynił.

Leży ciało, barzo stęka,
Duszyca się barzo lęka,
Bog się z liczby upomina,
Diabeł na grzechy wspomina.

Młotem moje pirzsi biją,
Dusza nie śmie wynić szyją;
Widzi niebo zatworzone,
Widzi piekło otworzone.

Nie gdzie się przed Bogiem skryci,
Dusza nie śmie przed sąd jici;
Widzi niebo zatworzone,
Widzi piekło otworzone.

O duszyco, drogi kwiecie,
Nic droszego na tem świecie,
Tanieś się diabłu przedała,
Iżeś się w grzeszech kochała.

Pamiętaj coś na chrzcie ślubowała,
Gdyś się diabła otrzekała,
Jego pychy, jego działa –
Toś wszytko przestępowała.

Kwap się rychło ku spowiedzi,
Kapłany w swoj dom powiedzi,
Płacz za grzechy, przymi świątość,
Boże Ciało, święty olej!

Rolą z domem dziatkam podaj,
Coś urobił za duszę daj,
S jimienia przyjacioł nabywaj,
Coć przyłączą twą duszę w raj.

Zbierz gniewliwe i dłużniki,
Odproś, zapłać pieniądz wszelki:
Za jeden pieniądz w piekle być –
Na wieki stamtąd nie wyniść.

Tam sam oczy moje głądzą,
Toć już trzy złe duchy widzą,
Na mię me grzechy wzjawiają,
Mej duszy sidła stawiają.

Wircę się, wołam pomocy,
Nikt za mię nie chce umrzeci,
Nikt przyjaciel na tym świecie,
Jedno w Bodze nadzieję mieci.

Kryste, przez twe umęczenie,
Rozprosz diable obstąpienie,
Daj duszycy przeżegnanie,
Daj ciału dobre skonanie!

Ja twoj synek marnotrawny,
Tyś moj ociec miłosierny,
Żal mi tego, iżem cię gniewał,
Ale ciem się nie otrzekał.

Zażżycie-ż mi świeczkę ale,
Moji mili przyjaciele!
Dusza jidzie z krawym potem;
Co mnie dzisia, to wam potem.
Amen.

Dusza z cieła wylecieła,
Na zielone łące stałe.
Stawszy, silno, barzo rzewno zapłekałe.
K nie przyszedł Święty Piotr a rzeknęcy:
Czemu, duszo, rzewno płaczesz?
Ona rzekłe:
Nie wola mi rzewno płakać,
A ja nie wiem, kam sie podzieć.
Rzekł święty Piotr je:
Podzi, duszo moje miła!
Powiedę cie do rejskiego,
Do krolestwe niebieskiego.
Do ktorego krolestwa dowiedzie nas
Ociec Bog, Syn i Duch Święty.
Amen.

Spójrzmy teraz na obraz Boscha. Jego dość nieforemny, wydłużony kształt wskazuje na bycie w przeszłości częścią jakiegoś tryptyku, niestety do dziś już niezachowanego. Na samym zaś obrazie widzimy bladego, konającego, tytułowego skąpca. U jego boku klęczy jego anioł stróż, usiłując nakierować myśli umierającego na wiszący gdzieś pod sufitem krzyż. Wokół kłębią się charakterystyczne dla twórczości Boscha maszkary – złe duchy, rozpraszające uwagę na sprawach duchowym doczesnościami – jeden z nich podsuwa wypełniony pieniędzmi mieszek. Do pomieszczenia wchodzi śmierć. Ukazana w charakterystyczny dla średniowiecznej symboliki sposób, jako owinięty w łachmany kościotrup, dzierży w dłoni strzałę. Wnioskować po tym można, że nasz skąpiec umiera od zarazy. Od antycznych bowiem czasów Apollo, który godził morowymi strzałami w Achajów oblegających Troję jednoznaczny był z chorobami i wszelką zarazą. Do średniowiecza przeniknął ten wizerunek, a strzała symbolizowała zarazę uderzającą znienacka w swoją ofiarę.

Dostrzegamy też inną postać, najprawdopodobniej tego samego skąpca, w okresie kiedy jeszcze nie zmogła go choroba, jak nachyla się nad skrzynią wypełnioną dobrami. W niej również harcują diabliki, ukryte w dobrach doczesnych.

Dlaczego zamieściłem najpierw ów anonimowy, średniowieczny wiersz? Pomoże on nam w odpowiedzi na pytanie, co czeka naszego skąpca. Umierający z wiersza również całe życie przetrwonił na doczesności, ale jednak dostał się do Raju. Czy i więc postać z obrazu Boscha ma szanse się tam znaleźć? Przekonajmy się:

„Byłżem s młodości w rozkoszy (…)”

„Com miał jimienia na dworze,
Com miał w skrzyni i w komorze,
To mi wszytko opuścici,
Na wieki się nie wrocici.”

„Halerzem łakomo zbierał,
Swoj żywot rozpustnie chował:
Prze ty dwa bogi przeklęta
Nie czciłem żadnego święta.”

Umierający widzi, że cielesne uciechy, pozycja na dworze i zgromadzone bogactwa nijak nie pomogą mu teraz – w godzinie śmierci. Co więcej, to, co przydawało mu splendoru za życia zdaje się być w chwili śmierci tylko przeszkodą – Rozkosze i bogactwa oddalały go od Boga, o którym moribundus (człowiek na łożu śmierci) zdaje się dopiero teraz poważnie myśleć. Jego ziemska egzystencja była taka sama jak skąpca z obrazu Boscha. Ten jednak zamiast w kierunku krzyża spogląda na mieszek wypełniony trzosem.

„Eja, eja, dusza moja,
Ocuci się, długoś spała,
Nie masz wierniejszego k sobie,
Uczyń dobrze sama w sobie!”

„Kaki to moj rozum głupi,
Sobiem był szczodr, Bogu skąpy:
Com kiedy Bogu poślubił,
Tegom nigdy nie uczynił.”

Umierający z wiersza zdaje sobie sprawę na łożu śmierci ze swoich grzechów i żałuje za nie. Niestety, skąpiec wydaje się być zatwardziały aż po kres.

„Leży ciało, barzo stęka,
Duszyca się barzo lęka,
Bog się z liczby upomina,
Diabeł na grzechy wspomina.”

(…)Widzi niebo zatworzone,
Widzi piekło otworzone.”

W swoich ostatnich chwilach moribundus widzi już otwierające się przed nim piekielne wierzeje. Nie ma nadziei na ratunek, droga do raju jest przed nim zamknięta. Ale czy aby na pewno? Spowiedź, sakramenty, a także modlitwa – zarówno przez rodzinę, jak i specjalnie do tego celu wynajętych „modlących się”, uregulowanie długów mają w ostatniej chwili pomóc umierającemu zawrócić.

Do domu skąpca wchodzi już śmierć. Anioł stróż bezsilnie próbuje pobudzić konającego do poprawy swego losu. Na próżno. Śmierć zabierze go wprost w piekielną otchłań.

„Tam sam oczy moje głądzą,
Toć już trzy złe duchy widzą,
Na mię me grzechy wzjawiają,
Mej duszy sidła stawiają.

Wircę się, wołam pomocy,
Nikt za mię nie chce umrzeci,
Nikt przyjaciel na tym świecie,
Jedno w Bodze nadzieję mieci.

Kryste, przez twe umęczenie,
Rozprosz diable obstąpienie,
Daj duszycy przeżegnanie,
Daj ciału dobre skonanie!”

Nad jego ciałem trwa zaciekła wojna. Wojna między siłami dobra i zła, której łupem dla zwycięskiej strony przypaść ma dusza nieszczęśnika. I chociaż za życia ów potwornie nagrzeszył i żył bez Boga wciąż może jeszcze trafić do Raju.

Wokół skąpca kłębią się diabły, kusząc go, podsuwając myśli mające odciągnąć go od Boga, podtrzymujące jego przywiązanie do ziemskiego padołu i nagromadzonych dóbr doczesnych. Umierający nie zwraca uwagi na anioła, starającego się nakierować jego myśli na wiszący gdzieś wysoko, zapomniany krzyż. Skąpiec miast na zbawienie spogląda gasnącym wzrokiem na trzymany przez diabła trzos.

„Ja twoj synek marnotrawny,
Tyś moj ociec miłosierny,
Żal mi tego, iżem cię gniewał,
Ale ciem się nie otrzekał.”

Umierający zawierzył ostatecznie swego ducha Bogu, wydając ostatnie tchnienie. Teraz wszystko w rękach Boga, i, jak możemy dostrzec, siły dobra zwyciężyły tą psychomachię – dusza trafia w końcu do Raju.

A nasz skąpiec? Konając z dala od Boga, otoczony przez demony swego życia doczesnego, głuchy na głos anielskiego patrona, niestety skończy zapewne na wiecznych mękach w piekle.
Na tym skończę moją podróż po średniowiecznym świecie boschowej alegorii. Poprzednie dwa wpisy (ten oraz ten) w połączeniu z omawianym dziś dziełem oraz zamieszczony wyżej wiersz wpasowujący się doskonale w ogólnoeuropejską, uniwersalną konwencję stanowią razem spójny obraz kultury i mentalności średniowiecza, epoki pełnej kontrastów, przesyconej Bogiem, śmiercią, pruderią i moralnością, ale także i rozpustą, brzydotą i brutalnością. Zapraszam też jednocześnie na przyszłotygodniowy wpis poświęcony o wiele późniejszemu autorowi, jakim jest John William Waterhouse.

Tekst „Skargi umierającego” zaczerpnięta z portalu www.staropolska.pl

Reklamy

"Urizen Stwarzający Świat"


Witam Państwa serdecznie, w dzisiejszej podróży po wirtualnym muzeum zatrzymamy się przed obrazem „Urizen Stwarzający Świat” namalowanym przez XVIII-wiecznego angielskiego malarza, poety i wielkiego mistyka, Williama Blake’a.

Spójrzmy najpierw na samo dzieło. Wykonane metodą trawienia reliefowego (rozpropagowaną w malarstwie właśnie przez pasjonującego się rytownictwem Blake’a), czyli poprzez stworzenie woskowego negatywu obrazu na miedzianej płytce i wytrawienie kwasem niezabezpieczonej miedzi. Wykonaną odbitkę taką wypełniał następnie artysta akwarelami. Ujawnia się to w charakterystycznych, krzyżujących się liniach, które dostrzec można w wielu punktach obrazu.

Za swoją twórczość malarz niejednokrotnie spotykał się z krytyką środowisk kościelnych i umieszczaniem swojej twórczości pisanej na liście ksiąg zakazanych. Paradoksalnie, sam był człowiekiem głęboko religijnym, doznawał niejednokrotnie objawień, które uznawał za najwyższe przeżycia duchowe. Treść jednak jego dzieł miała wydźwięk dość niepokojący, przesycony duchem Miltona i swedenborgistycznymi poglądami. Uważał, że Jezus jest ucieleśnieniem wyobraźni, a jego apostołami dziś są artyści. Sam Blake tworzył dla ludzi wybijających się ponad przeciętność, jak sam wspominał:
„To, co wielkie, jest nieuchronnie ukryte przed słabymi. To, co oczywiste dla idioty, nie jest warte mego zachodu.”
Chciałbym przytoczyć tutaj fragmenty poematu „Księga Uriziena” i w oparciu o nie spojrzeć na obraz.

„Oto cień grozy się wzniósł pośród Wieczności!
Nieznany, bezpłodny, zamknięty w sobie,
Wszystko odpychający. Jakiż Demon
Tę wstrętną pustkę ukształtował,
Próżnię, która przeraża duszę? Niektórzy powiadali:
„To Urizen”. Lecz nieznana, odosobniona,
Zaczajona, tajemna, mroczna m
oc się kryła.
Czasy po czasach rozdzielił; i przestrzeń

Wymierzył za przestrzenią w dziewięciokrotnej ciemności,
Niewidzialny, nieznany. Zmiany się pojawiły
Jak odosobnione góry, roztrącone gwałtownie
Czarnymi zamętu wichrami.

Albowiem bitwy toczył przeraźliwe
W niewidzialnej Wojnie ze zrodzonymi
Z porzuconej przez niego puszczy
Kształtami bestii, ptaków, ryb, wężów, żywiołów,
Ogni, wichrów, oparów i chmur.

(…)
Ziemi nie było ani kul przyciągania.
Wola Nieśmiertelnego rozprzestrzeniała
Albo ścieśniała wszystkie jego giętkie zmysły.
Śmierci nie było; wieczne krzewiło się życie.

Głos trąby niebiosa przebudził;
I szeroko rozpostarte chmury krwi
Toczyły się wokół skał Urizena zamglonych.
Takie nosił imię ten samotny w
Bezmiarze.

Urizien stwarzający świat budzi jednoznaczne skojarzenia z Jahwe. Od razu jednak wkradają się nam tu pewne wątpliwości. Obraz Stwórcy przesycony epitetami pogłębiającymi aurę tajemniczości i mroku  nie przystaje nam do dobrego Boga. I tak jak Jahwe dla ludu Abrahama z pewnością był „nieznany”, tak nie na miejscu wydaje się być twierdzenie jakoby „odpychający Demon”, jak nazwany jest tu Stwórca, mógł rzeczywiście być biblijnym Bogiem. Poniekąd słusznie, Urizen jest w „prywatnej mitologii” Blake’a symbolem i ucieleśnieniem rozumu, swoistym demiurgiem, ideą, która według wzorca idei nadaje kształt światu. I jako taki nadaje prawa, zaskakujące rozdźwiękiem z Dekalogiem, a zbliżone bardziej do nauk Jezusa:

„Niechaj każdy jeden wybierze przybytek,

Odwieczny swój dom bezmierny,

Jedno przykazanie, radość jedną, tęsknotę jedną,
Jedną klątwę, jedno brzemię, jedną miarę,
Jednego Króla, jednego Boga, jedno Prawo.”

Są to prawa, które mógłbym podsumować stwierdzeniem, że niezależnie od wyznawanej religii człowiek powinien być bliźnim dla innego człowieka i czynić dlań tak, jak chciałby, aby i on względem niego czynił.
Przyjrzyjmy się teraz samemu obrazowi. Skulony starzec, któremu wicher (od średniowiecza już tradycyjnie towarzyszący podniosłej chwili stworzenia) rozwiewa długie, siwe włosy kształtuje własnoręcznie świat przy pomocy swej boskiej mocy, okolony ognistą sferą, która rozjaśnia kłębiące się wokół mroki. Nietrudno jest wyciągnąć wniosek, że Urizen, najwyższy rozum, oświeca swym rozumem przestrzeń wokół siebie i kreuje rzeczywistość. Promienie wybiegające z jego dłoni noszą zadziwiające podobieństwo do wolnomularskiej symboliki cyrkla, będącego symbolem wiedzy, rozumu, mądrości w symbolice masońskiej. Cyrkiel , który łączy w sobie punkt i okrąg może być tu alegorią absolutu Urizena, ucieleśnieniem kreowania świata powołanego z rozumu, a on sam staje się nie tyle co stwórcą, ale Architektem świata.

Nawet jednak odpychający i ponury Demon nie jest niewrażliwy na piękno istnienia, i po dokonaniu aktu stworzenia pada na kolana z zachwytu nad światem, co obrazuje zamieszczona z lewej iluminacja.

Dzieło Blake’a do dziś porusza oglądających, będąc źródłem inspiracji i nawiązań. Za przykład posłużyć może wejście do GE Building w Nowym Jorku na fotografii poniżej.

Dziś to już na tyle. Dziękuję za poświęcony czas i zapraszam za tydzień, gdzie rzucimy okiem na twórczość mojego ukochanego malarza, Hieronima Boscha. Dziękuję i do zobaczenia.

Przypis:

Fragmenty „Księgi Urizena” w tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka.

"Nie szukaj mnie w słabości, źródła mego nie mijaj"



Śpiew do snu

Ciało mojegociała i światło mojej myśli,
chciałbym, byci się ogień pełen szelestu przyśnił,
z któregożółte kwiaty wyplusną, brzózek szelest


jak sieć,abyś poczuła przy ich lekkości śmielej
swój lot jakpłomyk drżący, bolesny a pragnący,
by popłynęłow tobie jak szumny strumień słońce.
Ciało mojegociała i blasku moich pragnień,
niech ci sięwe śnie gałąź niebieskiej chmury nagnie
i niech ci dajak owoc jaskółkę w piersi małe,
której by wsercu trzepot nauczył, jak kochałem
i jak jaciebie ciosam w tej bryle nieobrotnej,
w swojegociała drewnie, w myśli swojej samotnej.
Ciało mojegociała i trwogi mej nadziejo,
niech ci sięwe śnie wody przez oczy tocząc – chwieją
i niechże cipodadzą rybę jak dłoń, co klaszcze,
byś znała tomilczenie, co mnie okrywa płaszczem,
i niechajiskry ognia, co w łusce się zapalą,
mój blaskdopełnią w tobie i smutek mój wyżalą.
Nie dałem cijabłoni ziemskiej, co sytość niesie,
wyrosłem jana chmurach jak dzika jabłoń w lesie.
Ale mamźródło w sercu srebrne jak żywy pieniądz,
unieś się weśnie, spojrzyj w lustro jego nad ziemią.
Nie szukajmnie w słabości, źródła mego nie mijaj,
nie umiera wnim ciało, dusza wieczność w nim żyje.
22 VI 1943
pokolenia Kolumbów –ludzi miażdżonych przez „okute maszyny burzy”, znalazło się miejsce na ukazanie jasnej strony życia,pełnego harmonii z umiłowanąkobietą. Erotyki poświęcone ukochanej żonie Barbarze z Drapczyńskich stanowią unikatowy azylprzed grozą „czasu apokalipsy”.Krainy wykreowane w erotykach Baczyńskiego, takich jak „Biała magia”, „Wróble” czy w „Śpiewiedo snu”są podzielone na dwie rzeczywistości: pełna grozy śmierć i spokojna,twórcza przestrzeńmiłości.
„Każda miłośćznajduje w sobie określenie wieczności”, słowa duńskiego filozofa Kierkegaarda,odzwierciedlają dwa ostatnie wersy wiersza: „Nie szukaj mnie w słabości, źródła mego niemijaj, nie umiera w nimciało, dusza wieczność w nim żyje.” Źródło rozumie się jako miłość, która żyć w duszypodmiotu lirycznego będzie przez całą wieczność. W większości wierszy o miłości K. K. Baczyńskiego wyraźnie zaznaczony jestdualizm; „jasna” i „ciemna” strona życia, uczucia. Np. w „Ciemnej miłości“, czy„Nocy“. W „Śpiewie dlasnu“ miłość jest czysta i przede wszystkim wieczna. Nie zasiewa w sercu niepokoju i ciemnościgrzechu, ale koi i usypia. Wiersz jest kołysanką – którą podmiot liryczny śpiewa swejukochanej na dobranoc – stąd tytuł poematu. Kompozycja i budowa utworu jest regularnai klasyczna – trzy strofypo sześć wersów w strofie, czternastozgłoskowiec ze średniówką po siódmej sylabie nadajerytm i melodykę piosenki, kołysanki. Dodatkowo, wrażenie to wzmacniają anafory wpierwszej, drugiej itrzeciej strofie.
Podmiot liryczny nietylko usypia swą partnerkę, ale także modli się do niej. Można to wywnioskować zpierwszych wersów, trzech pierwszych strof wiersza. Każdy wers zaczyna się zwrotem doadresata, anaforą: „Ciało mojegociała i światło mojej myśli / blasku moich pragnień / trwogi mej nadziejo.“ Tak jakby podmiotliryczny wygłaszał litanię, modlił się do adresatki. Na białym i nieskalanymmateriale myśli kochankizakochany mężczyzna wyszywa delikatnie swe uczucia, pragnienia, prośby, sekrety.
W dalszych wersachnadawca wiersza wyraża swe pragnienia. Chce dla ukochanej jak najlepiej. Pragnie, bysłońce popłynęło wniej jak szumny strumień, czyli gwałtownie i tak, by nic go nie mogło zatrzymać. Podmiotliryczny chce by we śnie oblubienica ujrzała prawdę o jego uczuciach wobec niej, by jej sercezrozumiało jego czyny inamiętności – „(…) niech ci się we śnie gałąź niebieskiej chmury nagnie i niech cida jak owoc jaskółkę w piersi małe, której by w sercu trzepot nauczył, jak kochałem ijak ja ciebie ciosam w tejbryle nieobrotnej, w swojego ciała drewnie, w myśli swojej samotnej”, a także wątpliwości, strachi smutek – „byś znała to milczenie, co mnie okrywa płaszczem, i niechaj iskryognia, co w łusce się zapalą,mój blask dopełnią w tobie i smutek mój wyżalą”. W trzech pierwszych strofach poetazwraca się do ukochanej, kieruje do niej swoje prośby, pragnienia i nadzieje. Barbara jest tuuosobieniem: światła,blasku i nadziei myśli i uczuć podmiotu lirycznego. Słowa u Baczyńskiego wzajemnie sięprzyciągają lub odpychają, stale „dziwią się sobie”, że znalazły się obok siebie. Obrazypoetyckie są bliskiezałożeniom surrealizmu. Metafory o surrealistycznym charakterze: „ogień pełen szelestuprzyśnił, z którego żółte kwiaty wyplusną”, „niech ci się we śnie gałąź niebieskiejchmury nagnie”,„niechże ci podadzą rybę jak dłoń co klaszcze”, „niechaj iskry ognia, co w łusce sięzapalą, mój blask dopełnią w tobie i smutek mój wyżalą.” oraz surrealistyczneporównania: „brzózekszelest jak sieć”, „lot jak płomyk drżący, bolesny a pragnący”, „niechże ci podadzą rybęjak dłoń co klaszcze”, „ źródło w sercu srebrne jak żywy pieniądz”.
W erotykach,Baczyński stosuje bardzo często onomatopeje i łączy w jednym określeniu, w jednym środkustylistycznym różnedoznania zmysłowe (synestezja): na słuch i wzrok: „ogień pełen szelestu”, „żółte kwiatywyplusną”„brzózek szelest jak sieć”, „szumny strumień słońce”, na dotyk i słuch: „wody przez oczy tocząc –chwieją”, na węch i smak: „popłynęło w tobie jak szumny strumień słońce”.
W ostatniej strofiepodmiot liryczny określa swoją filozofię życiową: „Nie dałem ci jabłoni ziemskiej,co sytośćniesie”.Wszystko co ma do ofiarowania swojej ukochanej to uczucia, które odnoszą się do duchowejsfery życia, a wszystko co materialne, łączące się z konsumpcją jest mu obce. W drugim wersiezaznacza swoją przynależność artystyczną: „wyrosłem ja na chmurach jak dzika jabłoń w lesie”. Jestpoetą, którypodobnie jak twórcy poezji romantycznej, zaznaczali swą odmienność i posłannictwo. Dodaje przytym, że „mam źródło w sercu srebrne jak żywy pieniądz”, po raz kolejny poeta odwołujesię do wartościetycznych: do czystość intencji, bezbronności i niewinności. Prosi swojąumiłowaną: „unieś się we śnie, spojrzyj w lustro jego nad ziemią. Nie szukaj mnie wsłabości, źródła mego nie mijaj”.
Wykraczanie pozagranice snu, odbicia wlustrze, wyobrażenie źródła – wody jest w twórczości Baczyńskiego kluczem dozrozumienia jego poezji i często powtarzającymi się motywami. Obrazy poetyckienachodzą na siebie, nawzajem się oświetlają: źródło, odzwierciedlenie miłościpodmiotu lirycznego, staje się lustrem, odbiciem jego uczucia, które ukochana mazobaczyć, wykraczającpoza granice snu.
Wykorzystałam obraz Renaty Brzozowskiej.

Kobieta (nie)zmienną jest.


Witam Państwa serdecznie, w tym tygodniu przerzucimy się w czasie do antycznego Rzymu pod panowaniem Oktawiana Augusta, gdzie zajrzymy przez ramię sławnego poety Owidiusza na pełne porad, co należy czynić, by przyciągnąć i utrzymać przy sobie kochankę wersy „Sztuki kochania”. Dość frywolna twórczość, która stała się jednym z powodów wygnania twórcy była kontrowersyjna także i w latach późniejszych. Poznawana przez żaków na uczelniach bywała niejednokrotnie prowodyrem rozpusty i gorszących zachowań studentów, a poznawana podczas nauki łaciny przez zakonników często budziła w ich głowach nieświęte zupełnie myśli. Ale to nie wpływ owidiańskich treści na ludzką mentalność będzie dziś naszym tematem, lecz zaskakująco współczesne odbicie obrazu kobiety w dziele sprzed dwóch tysięcy lat. Pochylmy się zatem nad tekstem i zobaczmy, że kobieta wcale taką zmienną nie jest.
Przywołam tu serię passusów z (nie)sławnej „Sztuki kochania”, które potwierdzeniem będą tezy, że choć mówi się, że kobieta zmienną jest, po prawdzie nic nie zmieniła się od czasów Cezarów.
Osobnik, którego Wenera pięknym obdarzyła ciałem większą ma szansę na zawojowanie serca lubej, tak dziś, z czym oponować trudno, jak i w czasach dawniejszych. Niebagatelnym jest też dbałość o swe odzienie:
„… Bądź czystym, lecz nie unikaj

Śniadej, opalonej cery

Niech twoja toga nie tworzy

Bezładnie zgniecionych kłębów…”
Kobiety cenią sobie, gdy prawi się im pochwały i komplementy, powie nam tak każdy weteran, który niejedną bitwę stoczył zwycięską. Jak widać, ta taktyka doskonale sprawdza się od dwóch tysięcy lat:
„… Możesz wkraść się do jej serca

Prawiąc zręczne komplementy

Najskromniejsza jest wrażliwą

Na czar pochlebstw niepojęty…”

„Jeżeli pragniesz zachować

Na długo miłość swej pani,

Chwal to wszystko, co w niej widzisz,

Chwal i to, co widzisz na niej.”

„ (…) albowiem pięknymi słowy

Łatwo jest zdobyć kochanie”
Tajemnicą też nie jest, iż niewiasta wielce łasą jest na dobra doczesne. Nie jest to wszak tajemnicą dla mężów, którzy wykorzystują tą słabostkę niewieścią do swoich celów:
„… Nie mam zamiaru bogaczom

Wykładać sztuki kochania.

Nie potrzebuje mych nauk

Ten, który ma coś do dania.”
Niech nie łudzi się więc romantyk czy inny jemu podobny, że pięknym słowem czy pieśnią rozpali pożądanie (ulubiony mój, choć nieco bolesny, fragment „Sztuki kochania”):
„Zali mam ci radzić przesłać

Twej kochance tkliwe rymy?

Chcemy solidniejszych darów, (…)

Nawet dziki barbarzyńca,

Nieogładzony, nieczuły,

Może być pewien triumfu,

Jeśli ma pełne szkatuły.

Żyjemy dziś w złotym wieku.

Wszystko otrzymasz za złoto. (…)

Gdyby sam się Homer zjawił

W otoczeniu muz dziewięciu,

Ale z pustymi rękoma,

Wyznając miłość dziewczęciu,

Choć nad jego utworami

Wszędzie słyszymy zachwyty –

Sam Homer, mimo swej sławy,

Wyleciałby na łeb zbity.”
Nierzadko słyszy się, że serce mężczyzny zapłonęło ogniem do przyjaciółki jego lubej. Nie inaczej bywało i w czasach starożytnych, gdy listy od pani zanosiły jej służące (w tym przekładzie nazwane subretkami). Bywało, że to nie pani, a właśnie jej służąca spijała miód miłości…
„ …Żle mieć zbyt ładne subretki

(Amor szybko serce rani),

Niejedna z nich w sercu moim

Zajęła miejsce swej pani.”
Ale gdy już zdrada wyjdzie na jaw, wówczas, czy to Rzymianka, czy luba nasza koleżanka, pierzchnąć lepiej przed gniewem wzgardzonej…
„ (…) zdradzona kobieta.

Wściekłość płonie na jej twarzy.

Jest jak szalona bachantka.

Na wszystko się waży.”
Mógłbym mnożyć dalej przykłady, widać jednak jak na dłoni, że nic się nie zmieniło przez te wszystkie wieki, i słowa Owidiusza dziś także są zaskakująco aktualne. Więc, choć kobiecych humorków zaprawdę nie sposób nie raz przewidzieć, śmiało można stwierdzić, że i za kolejne dwa tysiące lat owidiańskie mądrości będą tak samo trafnie opowiadały o łatwo wskazywalnych obyczajach damsko-męskich. I tak nawet dziś „Sztuka kochania” z powodzeniem użyta może zostać jako miłosny podręcznik. I tak jak lata temu, dziś także wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Słowem podsumowania. zachęcam każdego do sięgnięcia po to dzieło antycznej klasyki.
Chciałem też sprostować, że żaden ze mnie mizogin czy szowinista, wpis ten, na wpół żartobliwy, na wpół jednak do bólu prawdziwy – odpowiem tu słowami Mistrza:
„… Nie można wymawiać przecie

(sami chyba rozumiecie)

Zbrodni kilku niecnych kobiet

Wszystkim kobietom na świecie.”
Cytaty zaczerpnąłem z przekładu Juliana Ejsmonda, a wszystkim, zarówno czytelnikom przyrodzenia niewieściego jak i męskiego polecam gorąco ten momentami wielce krotochwilny utwór antycznego mistrza. Dziękuję za uwagę i zapraszam za tydzień, gdzie przyjrzymy się rozpasaniu i upadku obyczajów dni obecnych (o czym także wspomniał wielki Owidiusz):
„(…) A dzisiaj – dziś co widzimy?

Wszędzie – upadek sromotny.”
Zdjęcie pominka Owidiusza stojącego w rumuńskiej Konstancji zaczerpnięte z: http://www.eioba.pl/files/user15995/owidiusz.jpg