Odra Tower, czyli jak umiera przyszłość


Autor: reinvestment.pl
Gdy w 2007 roku ogłoszono projekt budowy wieżowca Odra Tower miał on być najwyższym, do czasu pojawienia się Sky Tower, budynkiem we Wrocławiu: 130 m wysokości, około 150 apartamentów i bardzo wielkomiejski wygląd. Budziło to kontrowersje, ponieważ miał on powstać przy ulicy Generała Sikorskiego: tuż przy placu Jana Pawła II, w samym centrum miasta. Nie będziemy skupiać się dzisiaj na problemie towarzystwa architektury klasycznej i nowoczesnej: ten temat został dogłębnie poruszony we wcześniejszych tekstach. Dzisiaj zastanowimy się nad zagadnieniem praktycznym: czy warto tworzyć coś, co teoretycznie zupełnie nie pasuje do okolicy. 
Ale powoli: czas mijał, a międzynarodowy kryzys finansowy zbierał swoje żniwo. Fundamenty zostały zakopane. O planach budowy przypominał jedynie baner reklamowy umieszczony na ogrodzeniu przeznaczonej pod zabudowę działki. Sytuacja zmieniła się na początku 2010 roku: wtedy to dobrze znany we Wrocławiu deweloper GANT zakupił za niecałe 7 mln zł udziały w spółce Odra Tower. Nastąpiły jednak pewne drobne zmiany w projekcie: budynek został zmniejszony, pozbawiony charakterystycznej wysokiej wieży i przystosowany do krajowych warunków: mieszkania mniejsze, o niższym standardzie. Podobno mają być również tańsze. Po pierwotnym projekcie zostało tylko koncepcyjne wideo, które można obejrzeć tutaj:
Jak w rzeczywistości ma wyglądać Odra Tower najlepiej opisać wizualizacjami: pochodzą z oficjalnej strony dewelopera.

Ładne? Brzydkie? Jak głosi jeden z komentarzy internautów: „wygląda jak kupa„. Osobiście nie jestem zwolennikiem aż tak radykalnych opinii, jednakże pierwotna propozycja była o wiele ciekawsza. Oczywiście, to co powstanie również będzie wybijać się ponad poziom: 61 metrów wysokości, lokale usługowe na parterze: delikatesy, bank, klub fitness, sala eventowa, kawiarnie i restauracje. Wszystko z pięknym widokiem na nadodrzański bulwar. 
Można powiedzieć, że wszystko to stało się zgodnie z myślą wielu internautów, zapewne Wrocławian. Zarówno pierwotna Odra Tower, jak i Sky Tower krytykowane są za to, że nie pasują do innych budynków, tworzą całkowicie odmienną tkankę wrocławskiej architektury. Stoją samotnie pośród naszego lokalnego szarego życia. Zgoda: może i wieżowiec Czarneckiego wyrasta samotnie w miejskiej panoramie, ale czy to powód żeby go nie budować? Czy w imię niezakłócania aktualnego stanu miasta nie powinniśmy próbować niczego nowego? Jeżeli chcemy dokonać radykalnej zmiany, i nie chodzi tu tylko o architekturę: to odnosi się do wielu życiowych sytuacji, nie warto martwić się, że nasze pierwsze dzieło będzie jedynym i niepowtarzalnym wyjątkiem. Z początku z pewnością tak, jednak problem tkwi w tym, aby raz rozpoczęty projekt kontynuować. Do pierwszego wieżowca dołączy drugi, do niego trzeci i tak dalej. Aż w końcu zapomnimy, że kiedyś było inaczej.

Póki co cieszmy się tym co powstanie: mowa nie tylko o samym budynku, ale również nadodrzańskim bulwarze koło niego – o zagospodarowaniu rzek w miastach już niedługo. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, polecam ofertę mieszkań: praca wre, jak widać na załączonym obrazku.

Zdjęcie z portalu urbanity.pl

A może jednak uważacie, że nie ma co się pchać w nową architekturę? Albo wieżowce to nowotwór na miejskiej tkance? Czekam na Wasze opinie!

Reklamy

Wrocław, 9/11


Dwadzieścia sześć procent Amerykanów zapytanych o wydarzenia z 11 września 2001 roku odpowiada, iż był to jedynie pretekst do ataku na bogate w ropę kraje bliskiego wschodu. Gdyby zapytać Wrocławia o epokę, w której powstał wieżowiec pod adresem Rynek 9/11 jeszcze więcej z nich zapewne odpowiedziałoby krótko: „twarda komuna”. O ile dla miłośników teorii spiskowych nie mam jasnej odpowiedzi, o tyle Wrocławianom mogę z czystym sumieniem powiedzieć: Nie.

W 1928 roku władze Breslau ogłosiły konkurs na budowę nowej siedziby Miejskiej Kasy Oszczędności pod adresem Der Ring 9-11 / Blücherplatz 1. Do konkursu zaproszono czołowych architektów z Wrocławia i Berlina: w założeniu powstać miał modernistyczny wysokościowiec. Był to ukłon w stronę Maxa Berga (szerzej o jego ideach przeczytacie tutaj), przewodniczącego jury. Zwyciężył projekt Heinricha Rumpa: 10 kondygnacji patrząc od strony Ratusza, 7 od  Placu Solnego, prosta bryła z prawie jednakowymi oknami. Teoretycznie projekt ten ma się do otoczenia jak pięść do nosa, jednak jury zdecydowało się przyznać mu szczególnie wysoką ocenę za właściwe wpisanie się w historyczną fasadę Rynku. Czy właściwie? Wydaje się, że mieszkańcy Wrocławia lat ’30 byli dużo bardziej liberalni pod tym względem niż dzisiejsi. Nie tęsknili oni jak my za klasycznymi, kolorowymi kamieniczkami, ponieważ mieli je na co dzień. Pociągały ich nowoczesne kształty, wieżowce coraz częściej pojawiające się w   opowieściach zza oceanu.


Zdjęcia z budowy.

Siedziba Banku Zachodniego zasługuje na uwagę również ze względu na małe szczegóły: szczególnie interesująca jest interpretacja herbu miejskiego umieszczona po prawej stronie od wejścia głównego. Herb rozbity jest na pięć pól umieszczonych w pionie: pod nimi znajduje się data powstania budynku oraz sygnatura architekta. Portal wejściowy otoczony jest stylizowanymi na egipskie malowidłami: opowiadają one o tym jak ciężko zdobyć pieniądze i je utrzymać. Jako akcent współczesny należy wymienić wizerunek krasnala wybierającego pieniądze z bankomatu umieszczonego na lewo od ludzkiego wejścia.

Portal wejściowy wraz z przybliżeniem.

Herb.

W budynku znajduje się chyba jedyna zachowana i działająca do dzisiaj w mieście winda typu paternoster: jest to niezwykle ciekawa konstrukcja. Otwarte i połączone ze sobą kabiny stale się przemieszczają przewożąc ludzi, którzy wchodzą do nich w ruchu. Niestety, mimo niewielkich prędkości (0,3-0,45 metra na sekundę przy 2,5 m/s w dzisiejszych windach w tego typu budynkach) paternoster zasłynął dużą wypadkowością, stąd dzisiaj budowa tego typu wind jest zakazana. Ten w budynku BZ WBK działa, nie jest jednak powszechnie dostępny.

Miłośników kryminałów zainteresuje zapewne fakt, iż budynek występuje w książkach Marka Krajewskiego oraz znajduje się na oficjalnej trasie Śladami Eberharda Mocka.

Czy modernistyczny budynek na rogu Wrocławskiego Rynku to rak na jego żywej tkance, czy też może symbol wielkomiejskich ambicji jego mieszkańców i charakterystyczny element wyróżniający go z całego potoku innych średniowiecznych placów miejskich? A może pytanie sięga o wiele głębiej: czy dla oryginalności i architektonicznego ryzyka warto poświęcać przestrzeń tak ważną jak starówka? Pytania te są niezwykle skomplikowane i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi: zawsze znajdzie się rzesza ludzi nawołująca do budowy jedynie klasycznych miejskich kamieniczek, stojąca w opozycji do urbanistycznych liberałów szukających stale nowych wyzwań w miejskiej przestrzeni. Kogo powinniśmy słuchać? Nad tym powinniśmy zastanowić się wszyscy: w końcu ta przestrzeń jest publiczna. Należy do nas.

Bank w wersji mini.

Więc jak, eksperymentować czy jednak zostać przy uroczych kamieniczkach?

Zdjęcia ze źródeł własnych oraz z placu budowy, udostępniane w zbiorach Muzeum Architektury.

NOWY Nowy Targ


Wrocławska starówka kryje trzy historyczne place handlowe. Najbardziej znanym jest oczywiście rynek: serce miasta, jedna z największych atrakcji turystycznych. Drugie miejsce na liście znanych i kochanych zajmuje Plac Solny: już na początku XX wieku pojawiały się propozycje, aby nazwać go kwiatowym. Jest on podobnie jak rynek w całości wyremontowany i zawsze gości w przewodnikach turystycznych po stolicy Dolnego Śląska. Trzeci plac to prawdziwe brzydkie kaczątko: omijany szerokim łukiem przez Wrocławian, całkowicie nieznany przez turystów Nowy Targ. Czy trwający właśnie generalny remont przemieni go w pięknego łabędzia?
Nowy Targ przed wojną.
Kiedyś Nowy Targ stanowił integralną cześć starego miasta. Klasyczne kamienice tworzyły ściany, zaś na środku straszył demoniczny pomnik Neptuna, jeden z bardziej rozpoznawalnych wtedy symboli Breslau. Niestety, sytuację zmieniła II Wojna Światowa, w czasie której zabudowa została niemal doszczętnie zrównana z ziemią. Przetrwał jedynie sporych rozmiarów budynek administracyjny, obecnie jeden z oddziałów Urzędu Miasta oraz podziemny bunkier, wykorzystywany później m.in. jako klub muzyczny. Po przejęciu władzy przez Polaków na placu rozgościło się targowisko, zlikwidowane w 1963 roku.  W tym czasie trwała budowa budynków stojących do dzisiaj dookoła NT.
Współczesna ocena powojennej zabudowy jest zdecydowanie negatywna. Komentarze pod artykułami dotyczącymi placu generalnie proponują zrównanie wszystkie z ziemią i powrót do stanu sprzed wojny. Jakkolwiek rozwiązanie to ma wiele zalet, przykrywa je jedna wielka wada: jest koszmarnie kosztowne. Dlatego architekci i urbaniści gorączkowo myślą jak to co dzisiaj jest wadą przekuć w zaletę. Najdoskonalsze chyba analizy przygotowało Towarzystwo Upiekszania Miasta Wrocławia. Dzisiaj dyskusje stają się coraz głośniejsze, ponieważ plac jest w trakcie przebudowy. 
Nowy Targ przed remontem.

Przedwojenna fontanna z Neptunem

Oprócz będącego kluczowym punktem całej inwestycji podziemnego parkingu na 331 samochodów na placu powstaną:  targowisko, stoisko gastronomiczne oraz rekonstrukcja fontanny Neptuna. Oprócz tego w podziemiach planowana jest mała sala kinowa, albo koncertowa. Cały projekt utrzymany jest w duchu wielkomiejskiego modernizmu. Oczywiście, budzi to ogromne kontrowersje: innym przykładem wrocławskiego modernizm jest przedwojenny biurowiec na rogu Rynku i Placu Solnego, przez większość mieszkańców komentowany słowami „powinni wyburzyć ten komunistyczny koszmarek”. Ale o nim szerzej w bliskiej przyszłości. Co mówi się o nowym Nowym Targu?

Autor: pracownia architektoniczna Roman Rutkowski.














„Wyjatkowo brzydki, wygląda jak tramwajowa stacja przesiadkowa na Grunwaldzkim. Dlaczego nie ma zadnego stylistycznego odniesienia do sąsiednich starych kamienic ?”, „Niech to miejsce chodź w procencie przypomni piękny przedwojenny plac , który był propagowany na widokówkach !!” (pisownia oryginalna), „Projektanci zaplanowali…a niech ich diabli wezmą…, tu nie ma kszty elegancji, ciepła, estetyki. Kolejny obiekt zaprojektowano we Wrocławiu na czarno-szaro-buro. Ileż to już ulic, placów „deptaków”, skwerów, obiektów zbudowano w naszym uroczym mieści w takiej właśnie „stylistyce”…, a brud jak lubi takie klimaty!!! Panowie projektanci, urzędasy wszelkiej maści – po szarość, po szarość, po szarość… idziemy.”

To tylko część komentarzy ze strony Gazety Wrocławskiej, ta bardziej merytoryczna część. Fakt faktem, projekt jest bardzo chwalony w środowisku architektów. Tak więc czy to Wrocławianie nie mają wyczucia stylu i gustu artystycznego, czy może specjaliści żyją w innym świecie? Czy przebudowując przestrzeń miejską powinniśmy kierować się opinią tych, którzy będą w niej żyli, czy tych uważanych za autorytety w tej dziedzinie?
Remont ma się zakończyć około roku 2013: niestety, nie dotyczy to otaczających plac budynków. Pewnym pozytywem jest fakt, iż na pewno łatwiej będzie je dopasować stylistycznie do nowego wyglądu placu.
A co Wy sądzicie na temat nowej, wielkomiejskiej architektury? Ciekawy eksperyment, czy może lepiej zrównać wszystko z ziemią i odbudować kamienice?

PS. Miłośnikom wrocławskich podziemi polecam relacje z wizyty w bunkrze pod NT.

Ach, te Mosty


Niedzielny poranek, pewnie jeszcze ziewacie. W takim razie chciałbym zaoferować wam coś, czego się nie spodziewacie: wycieczkę po najpiękniejszych, oczywiście tylko moim zdaniem, mostach świata. Tak więc zapraszam do zrobienia sobie kawy, ewentualnie złapania pobliskiej tabliczki czekolady i wyruszenia w krótką, ale jakże przyjemną wycieczkę. Kolejność przypadkowa.
Most BANPO
Oto przykładowa odpowiedź na pytanie „co takiego jest w Korei Południowej, czego nie ma u nas”. Wznoszący się nad rzeką Han kolos łączy dwie części Seulu: miasta stołecznego. Budowla ukończona w 1982 roku znalazła swoje miejsce w Wielkiej Księdze Rekordów Guinessa jako Najdłuższy Most-Fontanna. Z notatnika statystyka: ma 1 140 metrów długości, a w ciągu minuty przerzuca 190 mln ton wody. Całkiem sporo. Jeżeli kogoś interesuje oficjalna nazwa, proszę bardzo: 달빛무지개 분수.

Most KHAJU


Zbudowany około 1650 roku w Isfahanie, na ruinach starej przeprawy na rzece Zayandeh uznawany jest za największe osiągnięcie perskiej sztuki budowania mostów. Dwadzieścia trzy łuki gwarantują długość 105 i szerokość 14 metrów. Ciekawym jest fakt, iż pełnił on wiele ról: oprócz łączenia obu brzegów był głównym miejscem spotkań w mieście. Ponadto posiada on specjalny system zamykanych bram wodnych, dzięki któremu spełnia on funkcje irygacyjne. Ot, ciekawostka funkcjonalna. 

Most GOLDEN GATE


Najsłynniejszy w całym dzisiejszym zestawieniu, most z San Francisco – jeden z jego najbardziej rozpoznawalnych symboli. Otwarty w 1937 roku jest jednym z najważniejszych węzłów komunikacyjnych na zachodnim wybrzeżu USA.Obecnie planowane jest jego gruntowne wzmocnienie na wypadek trzęsienia ziemi: całkowity koszt wynosi w kosztorysie około 220 mln Dolarów, jednak podobno ma to wydłużyć żywotność przeprawy o 200 lat. Oprócz odgrywania niebagatelnej roli w amerykańskiej kulturze słynie on z dosyć smutnego rekordu: z Mostu Samobójców skoczyło do tej pory ponad 2000 osób, przy czym zamierzony cel osiągnęło ok. 3/4 z nich.

Most HELIX


Najnowszy w naszym zestawieniu, otwarty w 2010 roku w Singapurze nad rzeką Singapur. Jest to przeprawa dla pieszych, równocześnie funkcjonuje jako galeria sztuki, w której wystawiane są rysunki dzieci. Oryginalny kształt nie jest przypadkowy: inspiracją była budowa kwasu deoksyrybonukleinowego, zwanego powszechnie jako DNA. Benedyktyński mnich dodałby, że mierzy on 280 metrów długości, a zaprojektowany został w większości przez Australijskich architektów.

Most ORESUND


Na koniec z pewnością najoryginalniejszy most dzisiaj: Oresund łączący Kopenhagę, stolicę Danii z Malmö. Wbrew pozorom nie budowali go polscy fachowcy: to, co widać na zdjęciu to wjazd do tunelu, którego koniec znajduje się na suchym lądzie. To ciekawe rozwiązanie zastosowano, aby umożliwić bezproblemowy ruch statków. Otwarty w 2000 roku jest najdłuższym mostem łączącym dwa państwa, a przyjemność przejażdżki po nim kosztuje 35 euro. Alternatywą jest podróż pociągiem, która na pewno jest zdecydowanie tańsza. Czemu tak drogo? Ano dlatego, że koszt przeprawy wyniósł ponad 20 miliardów złotych. Na szczęście dla Skandynawów inwestycja ma się zwrócić i zacząć na siebie zarabiać. Wedle szacunków nastąpi to już w 2035 roku.