Oskar w kanałach

Nie małym wyróżnieniem w skali światowego kina jest nominacja do Oskara dla „W ciemności” Agnieszki Holland w kategorii: najlepszy film nieanglojęzyczny. I chociaż szanse zdobycia statuetki mając za konkurencje irańskie (!) „Rozstanie” – film, który zdążył podbić serca krytyków i zgarnąć laury w zasadzie na całym świecie – są niewielkie to już nominacja jest wartością samą w sobie. To znak, że pomimo ograniczonych możliwości budżetowych polskie kino jest w stanie zrobić dobry film, który zauważy hollywoodzka Akademia Filmowa.

Idąc do kina obawiałem się rażącego podziału na historyczną czerń i biel. Bałem się, że zobaczę film, stworzony tylko po to, aby poszły na niego szkoły. Uczniowie bardzo się z takich filmów cieszą – wolne od lekcji, nauczyciele również – zajęcia odbębnione. Bo najważniejsza jest edukacja dostosowana do wszystkich (czyli do nikogo). Prosta fabuła, prosta gra, prosty montaż. Narodowa męka. Patrzcie i… płaczcie! Tak było! Polska – Chrystusem narodów! Bałem się jasnych podziałów na biednych Żydów zmuszonych do zejścia w kanały, na krwiożerczych Niemców, którzy ich gnębią, oraz chwalebnych Polaków, którzy jako jedyni ich ratują. Historia jednak nie zna czerni i bieli, którą za wszelką cenę chcą nam wpoić w bardzo patriotyczno-prawicowym nauczaniu. Nie zna jej również Agnieszka Holland.

„W ciemności” to historia (oparta na faktach!) lwowskiego kanalarza – Leopolda Sochy – polaka, który w trudnym czasie wojny próbuje dorobić się plądrując po godzinach opuszczone domy. Jak sam przyznaje „zna kanały lepiej niż własną kobietę”, więc z łatwością przychodzi mu ukrycie tam cennych dla niego przedmiotów – skradzionej biżuterii, wszelkiej pozłacanej zastawy, ozdób i w końcu równie cennych Żydów. Socha decyduje się udzielić im schronienia w momencie, gdy rozpoczęto akcję likwidacji miejskiego getta w 1943 r. Nie był to jednak przejaw choćby w najmniejszej skali dobroci. Raczej chęci oskubania bogatszych Żydów stawiając ich pod ścianą. Wybór był prosty, albo śmierć na powierzchni, albo kanały, w których każdy dzień liczony jest w pieniądzach jak prawdziwy okup. Nie zapłacą to zostaną wydani Niemcom.

Historia, która przypomina nieco temat książek Jana Tomasza Grossa. Obie pokazują głęboki antysemityzm tkwiący w społeczeństwie polskim zarówno w II Rzeczpospolitej jak i w czasie wojny jak i po jej zakończeniu. Niezaprzeczalną prawdą jest, że to Polaków najwięcej zostało odznaczonych medalem „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, ale nie możemy zapominać o czarnej karcie w naszej historii. O gettach ławkowych i numerus clausus wprowadzanych na uniwersytetach w latach 30. O grabieżach mienia żydowskiego, o incydentach naruszania masowych grobów w poszukiwaniu złotych zębów. O ogromnej fali antysemityzmu po wojnie, gdy Żydów obarczono odpowiedzialnością za tragiczne losy całej Polski. O antysemityzmie współczesnym. „W ciemności” nie zabiera jednak żadnej ze stron. Ani prawicowej, która dąży do wybielenia historii. Ani „żydowsko-masońskiej”, która naród sprawiedliwych stawia pod ciemną gwiazdą. Agnieszka Holland wybiera trzecią drogę – Polacy pod okupacją nie wiedli łatwego losu, w jakikolwiek sposób szukali możliwości zarobienia grosza, ukrywali Żydów czerpiąc z tego korzyści, ale robili to z narażeniem życia i z czasem, tak jak Leopold Socha, zaczęli się przywiązywać, traktować ich jak własną rodzinę. Przekonali się, że Żydzi nie tacy straszni są jak ich propaganda maluje. Niestety nie wszyscy, co świetnie pokazuje zakończenie – moment „oswobodzenia” miasta przez Armię Czerwoną, kiedy Żydzi wychodzą z kanałów. Zbiega się tłum gapiów wokół studzienki, ale nikt nie wydaje się faktem wyzwolenia zadowolony oprócz kanalarza i jego żony – gawiedź patrzy na Żydów nieufnie. Nieufność ta za kilka lat zamieni się w pogromy, a za kilkanaście wypędzeniem do Izraela. Tacy to jesteśmy sprawiedliwi.

Dziwne, że film cieszył się sporą popularnością za oceanem, gdzie o Polsce wie się tyle, że leży na Bliskim Wschodzie i jest jedną z prowincji ZSRR… Miejmy nadzieję, że rozgłos i oskarowa nominacja sprawią, że coraz więcej ludzi, szczególnie Polaków wybierze się na jeszcze emitowany film w kinach. Warto i „tak trzeba”. Oglądajmy jednak uważnie nie stawiając zbyt szybkich sądów.

Reklamy

2 thoughts on “Oskar w kanałach

  1. Myślę, że mówimy o tym samym. Chciałem podkreślić, że otrzymanie nominacji, a tym samym zmobilizowanie "tłumu", aby obejrzał coś bardziej ambitnego niż miliard takich samych produkcji z Tomaszem Kotem, Borysem Szycem i Piotrem Adamczykiem to pierwszy krok poszerzania horyzontów widza. Może to zabrzmi histersko, ale dobre filmy nigdy nie cieszą się sporą oglądalnością. Trzeba szukać tego co nie popularne. Zaglądać do kin studyjnych, czy nowego DCF-u. Kino przeszło od terminu sztuki do formy rozrywki. I tak już zostanie. Nie da się ludzi zmusić i osądzać co jest lepsze, a co gorsze. Musi istnieć kultura masowa dla tłumów, która zarabia miliony dolarów. I sztuka, która nie ciągnie za liczbami.Moim zdaniem "W ciemności" to produkt masowy (charakterystyczne z resztą dla filmów oskarowych, w końcu to Hollywood), ale jak najbardziej ubrany w formę sztuki. Fantastyczne zdjęcia, przeważająca ciemna kompozycja. Wielka dbałość o oddanie regionalnych realiów – gwara kresowa, Ukraińcy, Żydzi mówiący po Niemiecku i w Jidysz. Życie codzienne kanałów – seks, modlitwy, walka o jedzenie. To z pewnością film na wysokim poziomie, wymagający od widza niebanalnego podejścia.

  2. Wszyscy fascynują się tą nominacją do Oscara, jakby to było największe osiągnięcie polskiej kinematografii ostatnich lat, a trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i dopuścić do siebie w końcu myśl, że Polska nie jest jakimś totalnym zaściankiem filmowym i my też tworzymy świetne filmy, których na przestrzeni ostatnich lat powstało przynajmniej kilka. Ale o tych filmach się nie mówi, bo przecież często nawet nie trafiły do kin, a jeżeli już ktoś zdecydował się je wypuścić, to nie zbiły fortuny, bo 3/4 ludzi woli przecież iść na 10 komedię romantyczną z serii "A nie mówiłem, że tak będzie, kotku". Ale co kilka lat przychodzi taki moment, że znany i ceniony na Zachodzie polski reżyser w końcu zabiera się za chwytliwy temat wojenny i dostaje nominację do Oscara, bo wojna i Żydzi to przecież prawie gwarancja nominacji, wtedy zaczyna się całe to medialne zamieszanie, jak to pięknie, że ktoś nas w końcu docenił, jaki to my genialny film stworzyliśmy itd. Polacy szturmują kina, no bo jak tu nie zobaczyć filmu, który dostał nominację do Oscara ( nagrody prestiżowej, choć nie mówiącej zbyt wiele o faktycznej wartości poszczególnych obrazów, przynajmniej już nie w naszych czasach…), po czym następnym razem wybiorą się na kolejną głupkowatą komedię a bilans zysków i strat zostanie wyrównany. -kn

Skomentuj...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s