REŻYSER SZEKSPIREM

Zrywanie masek, proces unicestwienia udawania, by zacząć działać, by zachowywać się naturalnie, doprowadza w efekcie finalnym do znalezienia autentyczności w – poniekąd – konwencjonalnych relacjach międzyludzkich. Pozostaje jednak pytanie czy, występujące przez te zjawiska, ujednolicenie sztuki i życia jest dobrze prosperującą na przyszłość drogą dla współczesnego teatru. Twórcy teatralni, ale i twórcy dramatyczni prześcigają się w tworzeniu nowych, pozbawionych, odartych wręcz z umowności, tekstów.Tworzą je sami lub „adaptują“, parafrazują na swoje potrzeby teksty twórców teatrów tradycyjnych.
Szekspir zmarł. Zmarł w roku 1616 i jest to fakt. Jego dzieła są niezaprzeczalnie jednymi z największych w historii literatury, tak samo, jak jego teatralny geniusz jest poza wszelką dyskusją. Był doskonałym obserwatorem rzeczywistości, trafiał w gusta odbiorców niezwykle celnie i był mistrzem słowa. Prawda stała się dla niego prawością i właśnie prawdy przez swój teatr poszukiwał, ale i pokazywał ją. Można go zatem bez przeszkód nazwać Świętym Teatru.
Świętość ta, niestety, nie znajduje czasami należytego poszanowania w dzisiejszej teatralnej rzeczywistości. Szekspir pragnął, jak każdy wielki, genialny twórca, aby jego dzieła stały się pomnikiem trwalszym niż ze spiżu, aby przetrwały wieki. Odnoszę nieprzeparte wrażenie, że nie do końca byłby zadowolony z tego, co w XXI wieku czynią z jego sztuk współcześni twórcy teatralni. Czy byłby szczęśliwy widząc przepisane (!), sparafrazowane i niemające nic wspólnego z oryginałem jego dzieło? Czy jakikolwiek współczesny twórca zmienił treść „Iliady“? Spoglądając na współczesne poczynania w dziedzinie literatury, o dziwo, nikt jeszcze nie podjął się tego straceńczego działania (pomijając oczywiście megalomańskie hollywoodzkie próby adaptacji wielkich dzieł).
Dlaczego twierdzę, że zjawisko to, jest niebezpieczne dla rozwoju sztuki? Ponieważ widziałam aprobatę odbiorców przedstawienia „Snu nocy letniej“ w Teatrze Polskim we Wrocławiu, kiedy to reżyserka – Monika Pęcikiewicz podała publiczności na scenie twór, który w repertuarze podpisany został jako oryginalne dzieło Szekspira. Szkoda jednak wielka, że widz, który wcześniej przeczytał „Sen nocy letniej“ Szekspira, wyszedł ze spektaklu trochę rozczarowany, gdyż oprócz imion bohaterów spektakl nie miał nic wspólnego z oryginalnym tekstem genialnego stratfordczyka. Cóż jednak może zrobić wielbiciel teatru, któremu takie zachowanie reżysera się nie podoba, jeśli dzieło tego twórcy znajduje wśród odbiorców wielką aprobatę? Wraz z zakończeniem spektaklu cały Teatr Polski we Wrocławiu drżał w posadach od nieustających oklasków. Czy to dowód na to, że współczesny widz, przychodząc do teatru na spektakl oczekuje elementów zaskakujących i obnażających całą prawdę o człowieku i jego psychice? Czy może reaguje tak, jak na kolejny odcinek Big Brothera oddając się z lubością podglądactwu i czerpiąc satysfakcję z upokarzania uczestników spektaklu?
Pani Monika Pęcikiewicz doskonale zna potrzeby dzisiejszych odbiorców i bardzo sprawnie wykorzystuje ten fakt w swojej twórczości. Spod jej nieocenzurowanych rąk wyszły dwa dzieła Szekspira: „Hamlet“ i „Sen nocy lentniej“. Oba zostały zmienione i szokowały odbiorcę swą nową treścią. Treścią, która została zmieniona, by zadośćuczynić potrzebom współczesnego widza lub miały za zadanie dać upust emocjom targającym samym reżyserem. Pytanie pozostaje jedno: czy teatr ma dawać korzyści tylko reżyserowi, czy (tak jak przewidywała jego pierwotna funkcja) także widzom?
Reżyserka z Teatru Polskiego we Wrocławiu adaptuje dzieła Szekspira i tak, jak jest to wspomniane w definicjach „adaptacji“ reżyser może sobie pozwolić na pewne zmiany w treści i przekazie danego dzieła. Jednakże zostały także uwzględnione pewne granice pomiędzy adaptacją, a samym dziełem dramatycznym. Granice łatwe do przekroczenia i niezwykle trudne do wytyczenia. Od nikogo nie można wymagać, aby te granice sam wytyczył, zwłaszcza, że żyjemy w wieku „eksperymentu w sztuce“, jednakże są pewne elementy w tych dwóch ww adaptacjach Moniki Pęcikiewicz („Sen nocy letniej“ i „Hamlet“), które granice eksperymentu przekraczają. W jednym z wywiadów, Monika Pęcikiewicz powiedziała: „Szukam trochę innego aktorstwa i namawiałam ich (aktorów) na eksperymenty(…)“, jest to cytat rzucający wiele światła na pracę tej reżyserki z dziełami teatralnymi. Wywiad dotyczył spektaklu pt. „Leworęczna kobieta“, jednakże zasadę, którą zdradziła nam pani Pęcikiewicz w tym artykule bardzo łatwo odnaleźć również w jej współczesnych spektaklach. „Sen nocy letniej“ z Teatru Polskiego we Wrocławiu jawi mi się jako jeden, wielki EKSPERYMENT. Adaptacja nie jest tu już terminem, który opisuje to zjawisko precyzyjnie, bowiem ten spektakl przekracza wszelkie granice dotyczące widza, aktora i scenariusza. Widz odczuwa zmieszanie i zszokowanie (a także, w moim przypadku, upokorzenie), aktor jest narzędziem do pokazania wszelkich pomysłów reżysera (scena kopulacji Ewy Skibińskiej z wersalką, molestowanie seksualne i usiłowanie ściągania majtek jednej z aktorek, próba homoseksualnego gwałtu na jednym z aktorów, a także scena zbiorowej orgii odbywanej w rytm muzyki pulsującej jak w klubie fitness), natomiast scenariusz nie jest adaptacją, a autorskim tekstem reżysera – jedynie tytuł tego spektaklu wiąże się z dziełem szekspirowskim.
Monika Pęcikiewicz dostała bardzo intratny przywilej: może pokazać wszystko co chce, korzystając z arcydzieł literatury światowej, ale nie uwzględniając przy tym ich treści i woli autora. Nic w tym dziwnego. Wszakże nie skontaktuje się z samym Szekspirem, by zapytać go o zgodę na zmianę treści jego utworów. A ponadto nie zapyta go przecież, czy może wykorzystać tytuł i jego nazwisko do promowania danego spektaklu. Oczywistym jest, że Szekspir nie zgodziłby się na takie propozycje, bo byłoby to naruszenie jego praw autorskich i pani Monika Pęcikiewicz za takie działania musiałaby stratfordczykowi sowicie zapłacić. Można przyjąć również wiarę w reinkarnację i w to, że pani reżyser jest kolejnym wcieleniem Szekspira. Choć wiarygoności tej przesłanki niestety nie można udowodnić.
Reklamy

One thought on “REŻYSER SZEKSPIREM

  1. Ta nowoczesność się nie zmieni, póki nie zmienią się odbiorcy 🙂 Czuję się trochę za to współodpowiedzialny, bo sam rzadko chodzę do teatru. Hmmm… Czas to zmienić! (Tylko wypadałoby wybierać WŁAŚCIWE spektakle)

Skomentuj...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s